JA, ponadczterdziestoletnia matka dzieciom, wciąż poszukująca w MODZIE własnego stylu, z pasją fotografująca zakamarki ZURYCHU, niezmiennie zainspirowana LUDŹMI spotykanymi na ulicy...
ICH, übervierzigjährige Mutter, die immer auf der Suche nach eigenen STIL ist, die mit einer Leidenschaft die Ecken und Winkeln von ZÜRICH fotografiert, die immer wieder von den MENSCHEN auf der Straße inspiriert ist...

Strony

wtorek, 22 grudnia 2015

List do Was. To co najważniejsze... /// Brief an Euch. Was am wichtigsten ist...





Moi Drodzy!


Czas szybko biegnie, właśnie kończy się stary rok... Zapewne domyślacie się, że był on dla mnie szczególnie trudny, dlatego chciałam Wam serdecznie podziękować za wiele słów troski, zrozumienia i otuchy. Każdy taki gest wzmacnia moją wiarę w ludzi i daje wiele sił na każdy kolejny dzień.


piątek, 18 grudnia 2015

Koronki odświętne. Mroki Miasta.



--------------------------------------------

"...Mówi się że miasto śpi
ale nie śpi
czeka
na cud..."

-K. Turowiecki "Moje miasto"-

--------------------------------------------

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Dzwony. Taki dzień.



O tej porze roku taki dzień jak dziś zdarza się bardzo rzadko. Zwykle jest szaro, ponuro, dżdżysto i mgliście. Ale czasami taki dzień jednak nadchodzi. Jasny i słoneczny. Z błękitem nieba i krystaliczną przejrzystością powietrza, taką, ze widać ośnieżone góry na przeciwległym brzegu Jeziora Zuryskiego. W taki dzień jak dziś, ciemne chmury przesłaniające świat nagle ustępują miejsca wyrazistości myśli i ostrości widzenia...

Te "dzwony" leża w mojej szafie od ok 8 lat. Celowo pisze "leżą", bo bardzo rzadko je zakładam. Na palcach jednej reki mogę policzyć, ile razy miałam je na tyłku. Sama w zasadzie nie wiem dlaczego tak się dzieje - przecież bardzo lubię dzwonowate portki... Dla mnie to chyba jednak ten rodzaju spodniowego kroju, na który muszę mieć akurat szczególną ochotę;) Na przykład w taki dzień jak dziś...


piątek, 11 grudnia 2015

Karl. Vanessa. Lily Rose. Chanel.



Co łączy Karla Lagerfelda, Vanesse Paradis i Lily Rose Depp? CHANEL!


KARL

Tajemniczy, nieodgadniony. Urodził się w Hamburgu, dokładnie nie wiadomo kiedy (1933, 1938)... Krążą również sprzeczne informacje jakiej narodowości był Jego ojciec (Rosjanin, Szwed, Niemiec). Swoje prawdziwe oblicze od lat skrywa pod wielkimi, ciemnymi okularami... Nieprzeciętnie uzdolniony. Projektant, malarz, fotograf. Pracował dla takich słynnych domów mody jak Balmain, Valentino czy Fendi. Od 1983 roku jest dyrektorem artystycznym najpotężniejszej, kultowej marki Chanel. Każda Jego kolekcja to absolutny sukces, każdy pokaz to wielkie święto, a każdy wytyczony trend - zapisany w historii światowej mody. Karl Lagerfeld - król projektantów i żywa legenda...

To On, 24 lata temu i w mijającym własnie roku, do promocji swoich projektów wybrał dwie piękne, spokrewnione ze sobą kobiety...

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Tweedowy płaszcz. Szarości życia.



Życie najczęściej jest zupełnie szare i tylko czasami nabiera jakiegoś koloru - rozbłyśnie błękitem powodzenia, czerwienią miłości czy zielenią absolutnego spokoju. Jest zbyt skomplikowane, by naiwnie wierzyć w to, że może być albo białe albo czarne. Trzeba je więc brać takim, jakie jest - a ja przecież nawet lubię szary kolor;) Kojarzy mi się z siłą stali, szlachetnością srebra, blaskiem platyny, nadzieją poranków i tajemnicą mgieł... Moje Miasto tuż przed zmrokiem też ubiera się we wszystkie odcienie tej niesamowitej bezbarwności. Szarość kładzie się na zimnych falach Limmatu, przytłacza ciężkimi bryłami kamienic i mostów, rozbłyska stalowymi bombkami żelaznych drzew ustawionych wzdłuż starowkowego deptaku i żyje masą poruszającego się po nim ludzkiego tłumu.
Dziś jednak nagle tę monotonie przerywa hałas motocyklowych silników i intensywna czerwień strojów niecodziennych kierowców... Na centralny plac wjeżdża kilkudziesięciu Mikołajów, by wprowadzić przechodniów w świąteczny nastrój i wnieść w to miejsce trochę ożywczego koloru:) Jednak już w chwile potem goście z rykiem maszyn odjeżdżają w dal, a w Mieście znowu niepodzielnie króluje szarość...

Czego po takim wstępie można spodziewać się po moim stroju, jak nie szarości, szarości, szarości;) Mam tylko nadzieje, że ta nijakość kolorystyczna, mimo wszystko, nie przytłumi "gwoździa programu" - klasyki męskiego, tweedowego płaszcza w jodełkę. który w połączeniu z maxi-dodatkami tworzy wrażenie mojej ulubionej swobodnej nonszalancji.


czwartek, 26 listopada 2015

Kreatywność i inspiracja. Czy? Jak?


































Ostatnio miałam tyle powodów do poważnych, życiowych rozmyślań, ze mój umysł nadaje się teraz tylko do gruntownej regeneracji. Staram się więc myśleć jedynie o tym, co nie spowoduje nieodwracalnego zwarcia "styków" i nie wyłączy mnie na dobre z przynależności do szacownego gatunku homo sapiens - który jak sama nazwa wskazuje - zobowiązuje do inteligentnego używania mózgu. Dlatego nominacje mojej osoby do podzielenia się osobistymi przemyśleniami na jeden z zaproponowanych przez Sivke tematów, wymagających poważnej rozkminy - przyjęłam jako spore wyzwanie...Ale że jeden z nich idealnie pasuje do mojej ciuchowej filozofii - nie mogłam więc sobie odmówić przyjemności napisania kilku słów w temacie:

KREATYWNOŚĆ i INSPIRACJA


poniedziałek, 23 listopada 2015

Wielowarstwowość. Wrażenia.



Wczoraj wieczorem spadł u nas pierwszy śnieg... Wprawdzie nie doczekał nawet rana, ale mimo wszystko wywarł nieodparte wrażenie nadchodzącej wielkimi krokami zimy. To wrażenie spotęgował widok Bahnhofstrasse rozświetlonej tysiącami tradycyjnych świątecznych światełek i choinek ustawionych na każdym placu w Mieście...

Porywisty wiatr, wilgoć i ziąb to typowa późnojesienna rzeczywistość. Dla mnie najlepszym sposobem obrony przed ta rzeczywistością jest wielokrotnie sprawdzona w praktyce wielowarstwowość stroju. Dzianinowa sukienka, gruby sweter, futrzana kamizelka i ciepła czapa - tyle warstw w zupełności wystarczy, by skutecznie zatrzeć wrażenie przeszywającego chłodu...

piątek, 20 listopada 2015

Luksus z drugiej reki. Anyo. Talacker 35.




Kiedyś, parę ładnych lat temu, duża cześć moich ubrań pochodziła z second handów. Miałam swoje ulubione sklepy, w których zawsze upolowałam coś oryginalnego i świetnego jakościowo. Przyznaje, ze dziś bardzo mi tego brakuje - tu w Szwajcarii tego typu sklepy funkcjonują na nieco innych zasadach. Owszem, są i takie, gdzie można zakupić ciuchy w niskich cenach, ale wówczas ich stan i jakość pozostawia wiele do życzenia. Dlatego tez większość sklepów z odzieżą z drugiej ręki to butiki oferujące odzież luksusową, którą można nabyć w stosunkowo korzystnych cenach.


poniedziałek, 16 listopada 2015

Pikowania. Piękno.



Piękno jest pojęciem względnym i zależy od naszego własnego poczucia estetyki. Tak się składa, ze ogólnie przyjęte kanony piękna rzadko pokrywają się z moim osobistym smakiem. Na przykład zupełnie nie przemawia do mnie uroda Marylin Monroe ani męskość w typie Davida Beckhama;) Za to mój absolutny zachwyt budzi np. oryginalna Tilda Swinton czy wyrafinowana brzydota Al`a Pacino. Lubie czasami wejść do muzeum by popodziwiać malarstwo wielkich Mistrzów, ale z tą samą pasją potrafię zapatrzyć się w różowe serce namazane sprayem na murze, a zdewastowana fasada starej kamienicy robi na mnie równie wielkie wrażenie jak idealna bryła gotyckiej katedry... I choć od wielu lat niezmiennym kanonem samochodowego piękna pozostaje dla mnie Suzuki Jimny, to napotkane na ulicy pomarańczowo-metaliczne Porche nieoczekiwanie wydało mi się naprawdę ładne...;);)

Pikowania są uznawane za dość trudne do noszenia - zwykle pogrubiają i deformują sylwetkę. No, i świetnie! Żeby czasami nie było żadnych wątpliwości co do moich niecnych planów pogwałcenia praw ciuchowych proporcji - wybrałam pikowania w formie dużej, ocieplanej, męskiej marynarki i w bonusie dorzuciłam gruba kieckę, grube rajty i toporne buciory. Teraz już chyba nikt nie ma wątpliwości, ze mam nadwagę i brakuje mi talii;)

piątek, 13 listopada 2015

Inspiracje naturą. Chanel. Bahnhofstrasse 39.



"Nie ma rzeczy ulotniejszej niż kształt zewnętrzny, który więdnie i zmienia się niby kwiat polny, kiedy przychodzi jesień..."

-Seneka Młodszy-


poniedziałek, 9 listopada 2015

SzaLOVE;) Zachód.



Takie słoneczne, ciepłe, prawie-że-wiosenne popołudnie zdarza się o tej porze roku bardzo rzadko. Zwiastuje piękny koniec listopadowego dnia uwieńczony malowniczym zachodem słońca. W Mieście pomarańczowo-różowe chmury z granatu nieba spływają na ciemne wody Limmatu. Ale zachód w przyrodzie to nie koniec - jutro przecież wstanie kolejny, nowy dzień...

Szal znowu. Na prosty, prawie-że-nudny zestaw w nijakich barwach narzucony sprawia, że jest ... mniej nudno? Napewno przytulniej:) Tak, jak lubię...


czwartek, 5 listopada 2015

Moje odstresowywacze. Bond i Omega. Bahnhofstrasse 48.



Wszyscy już chyba wiedzą, bo się z tym specjalnie nie kryję, że jestem pokręconą maniaczką Jamesa Bonda;) Wielbię agenta 007 pod każdą aktorską postacią: od Seana Connery począwszy, na Danielu Craigu skończywszy - z lekkim wskazaniem na tego ostatniego;) Dlatego też dnia premiery (26.10) najnowszego filmu z tej serii ("Spectre") wyczekiwałam jak dzieciak Mikołaja;) Tym bardziej, że główny sponsor - Omega - obdarował nas zaproszeniami VIP na uroczysty pokaz filmu i towarzyszący mu event! Niestety, jak się możecie domyślić, znowu zadziałało prawo serii, lub jak kto woli nastąpił splot kolejnych niesprzyjających okoliczności... Koniec końców na pokazie nie byłam i filmu nie obejrzałam:(


poniedziałek, 2 listopada 2015

Trencz. Listopad.



Pamiętam takie lata, gdy początek listopada przynosił przenikliwe chłody, deszcz, a czasem i nawet pierwsze śniegi. Z cmentarzy, pomimo czapek, szalików i rękawiczek - wracało się do domu przemarzniętym na kość. Dziś na bezchmurnym błękicie listopadowego nieba królowało słonce, a termometry wskazywały 12stC! Jesień w tym roku bardzo mile mnie zaskakuje - miejmy wiec nadzieje, ze ten listopad nie będzie taki straszny, jak go malują...;)

Klasyczny trencz to jedna z żelaznych pozycji na liście modowych nieśmiertelników. Ponieważ klasyka to ostatnie słowo, które definiują mój styl, wiec w mojej szafie brak wielu punktów z tej listy - trencza również;) Ostatnio jednak naszła mnie nieodparta ochota na mentalne zmierzenie się z tego rodzajem płaszcza... Idealny model znalazłam w szafie męskiej - mocno obszerny, ze zbyt długimi rękawami i za szeroki w ramionach.... Jego fantastyczne niedopasowanie do mojej sylwetki pięknie podkreśla towarzystwo workowatej, oversizowej, wełnianej sukienki;)

piątek, 30 października 2015

Szale XXL. Dolce&Gabbana, Weinplatz 10.



Wspominałam ostatnio, ze lubię szaliki XXL. Można się w nich zatopić, zagrzebać, ukryć i w ich cieple przeczekać zbliżające się chłody... Może dziś jeszcze jest dla nich zbyt wcześnie, zbyt ciepłojesiennie, ale już teraz chyba warto pomyśleć o zimie i zaopatrzyć się w taki maxi ocieplacz...

poniedziałek, 26 października 2015

Tweed. Jesień nad jeziorem.



Mówi się, że problemy chodzą parami. To prawda, tylko dlaczego u mnie te pary łączą się ze sobą tworząc wielkie stada? Mimo tego staram się zauważyć jesień. Popodziwiać. Czasami nawet mi się to udaje - na przykład podczas spaceru do pobliskiego jeziorka. Wpatruję się w zachodzące słońce, karmię kaczki i obserwuję złote liście opadające z drzew. I nachodzi mnie jesienna refleksja, że wszystko przemija... Mam przynajmniej taką nadzieję :)

Nie będę dorabiać jakiejś szczególnej ideologii do dzisiejszego stroju, bo na obecny moment zastanawianie się nad efektownością mojego wyglądu jest ostatnią rzeczą jaka mnie zajmuje. Do podziwiania jesieni w zupełności wystarczy mi wygoda tweedowej marynarki i komfort ulubionych buciorów.

poniedziałek, 12 października 2015

Szaliki dwa. Schody.



Miasto jesienią ma swój szczególny klimat. Żółto-pomarańczowe korony drzew kontrastują z szarością zabudowań, a wody Limmatu zmieniają kolor z błękitu na szaro-bury. Tylko architektoniczne elementy miejskiego krajobrazu pozostają wciąż niezmienne. Bez względu na porę roku ja zawsze przyglądam się im z tym samym zaciekawieniem. Bardzo lubię stare mury, okiennice, bramy, balkony i uliczny bruk. Na zurychskiej Starówce mój największy zachwyt budzą male, wąskie uliczki zaopatrzone w ...schody. Całą masę schodów! Tutaj każdy zaułek rozpoczyna lub kończy się schodkami, lub po prostu ze schodów się składa;) Spacery po nich na obcasach opanowałam do perfekcji i wciąż szukam nowych, nieodkrytych miejsc, które mogą stać się planem zdjęciowym. Dziś jeden z nich...

Szaliki to ja lubię, a najbardziej to takie ciężkie, duże, zimowe... Im szalik mniejszy i cieńszy tym mniej mi się podoba, a szaliczki-apaszki to już  wogóle odpadają ;) Ten z dzisiejszych zdjęć jeszcze mieści się w normie: ma sporą powierzchnię użytkową, grubość jesiennie odpowiednią, no i kolory do pory roku stosowne. Jest całkiem nieźle, ale tak na wszelki wypadek zamotałam sobie dwa takie szaliki...

czwartek, 8 października 2015

Military-boho. Październik w Mieście i Marlon Brando.



Październik... Jesień zalewa wszystkie zakamarki Miasta - na szczęście, póki co, bardziej słońcem niż deszczem;) Festiwal Filmowy* przeszedł już do historii, a teraz Zurich szykuje się na zupełnie inne atrakcje. Pomału przygotowuje się do przedświątecznego szaleństwa, najazdu Śpiewających Mikołajów, Biegów Sylwestrowych, kiermaszy i zabaw karnawałowych. Tak, październik zdecydowanie zwiastuje nieubłaganie zbliżający się koniec roku...  

Czy istnieje takie pojęcie jak "military-boho"? Nie wiem...Chyba tak, bo jak wiadomo, w modzie wszystko już było;) Jeśli jednak nie, to pamiętajcie potomni, że to ja byłam prekursorką tego właśnie stylu;);) Jak sama nazwa wskazuje, powstał on z połączenia garderoby utrzymanej w stylistyce wojskowej, kolorów maskujących oraz elementów frędzlowatych, charakterystycznych dla estetyki boho;)    

poniedziałek, 5 października 2015

Paski i futrzak. Świąteczna pustka.



Sobota jest dla mnie zwykle dniem dość roboczym - przeznaczonym głównie na wyjazdy zakupowe. Przygraniczne, niemieckie Lörrach w tym weekendowym dniu tętni życiem, a przez deptak w centrum przewijają się tłumy ludzi. Tym razem jednak miasteczko przywitało nas jakąś zadziwiającą pustką i pozamykanymi sklepami... Jak się chwile potem okazało, Niemcy akurat w tym dniu obchodzili swoje ważne państwowe święto - Dzień Zjednoczenia. Wszyscy mieszkańcy zebrali się wiec w pobliżu wielkiej sceny, gdzie świętowali słuchając tradycyjnych piosenek i popijając tradycyjny browarek, jako że przecież i Oktoberfest jeszcze trwa;)

Strój, jak przystało na sobotę, także roboczy. Wygodny, warstwowy, do kaprysów pogody się szybko dopasowujący. Koszula w paski, w zależności od natężenia słońca, robiła za element ruchomy. Tylko futrzak był elementem niezmiennym, bo pomimo pięknej pogody - jesień przecież do odpowiedniej garderoby zobowiązuje ...

piątek, 2 października 2015

Granatowy mundurek. Wokół festiwalu.



Zurich wciąż żyje Festiwalem Filmowym. Ja też:) Chociaż podczas tegorocznego ZFF nie udało mi się oglądnąć zaplanowanych filmów fabularnych, to nie mam powodów do narzekania. W kameralnym gronie, jako widz-juror, obejrzałam poruszający film konkursowy "3 1/2 Minutes, Ten Bullets" (reż. Marc Silver), nominowany w kategorii Międzynarodowy Film Dokumentalny.
Ale Festiwal to przecież nie tylko klasyczne seanse kinowe. Miałam okazje poczuć atmosferę tego filmowego święta w miejscach, gdzie odbywały się okołofestiwalowe eventy. Wmieszana w tłum wypatrywałam światowych gwiazd kina, robiłam zdjęcia i cieszyłam się niezwykłością tych chwil. Nieoczekiwanie "spotkałam" nawet głównych bohaterów kultowego polskiego filmu "Vabank" - Kwinto i Duńczyka! Nic dziwnego jednak, zważywszy fakt, że niektóre ze scen tego filmu odbywały się własnie w Szwajcarii;)

Szczególne okazje wymagają szczególnej oprawy;) Dlatego wybierając się na festiwal uznałam, że granat, dość elegancki ale niezbyt zobowiązujący, sprawdzi się doskonale. Chociaż kolor narzucił strojowi trochę szkolny, mundurkowy charakter, to myślę, ze dzięki luźnemu, wręcz sportowemu krojowi kurteczko-marynarki - całość nie wygląda jednak zbyt sztywno...

poniedziałek, 28 września 2015

Pierwszy Filcowy Qwadrat. 11. ZFF. Lliam.



Dawno temu, kiedy tylko skończyłam czytać ostatni tom trylogii Suzanne Collins "Igrzyska Śmierci" - stałam sie jej wielką fanką  i z niecierpliwością czekałam na mający powstać na podstawie tej książki film. Cóż, jak to zwykle bywa - ekranizacja nie dorównuje wersji książkowej tej historii, ale ma też swoje niewątpliwe atuty... Jednym z nich jest przystojny, zdolny aktor młodego pokolenia - Liam Hemsworth, odgrywający w nim postać Gale`a Hawthorne`a. To ta rola własnie przyniosła Mu największą popularność i rozpędziła hollywoodzka karierę tego sympatycznego, australijskiego aktora.
W trakcie trwającego własnie Festiwalu Filmowego w Zurichu Liam odebrał nagrodę Golden Eye Award i był gościem specjalnym na pokazie swojego najnowszego filmu "The Dressmaker" (reż. Jocelyn Moorhouse). Niestety nie udało mi się dostać na ten seans - bilety na niego rozeszły się błyskawicznie - jak przysłowiowe świeże bułeczki;)

W poprzednim poście pokazał się urywek mojego pierwszego projektu tego sezonu, z serii Filcowy Qwadrat. Dziś pokazuje go Wam w całości;) Myślę, ze ten zestaw jest także zapowiedzią wielkiego powrotu jesiennych szarości...


piątek, 25 września 2015

Filcowo-Qwadratowo. Trend pod samą szyję.



Może jeszcze niektórzy z Was pamiętają, że jakiś czas temu szyłam z filcu ubranka dla mojej córki (Warsztat TU) . Działalność ta upadła odkąd moje dziecko uświadomiło sobie, że od filcowych komplecików znacznie bardziej "trendy" są bluzy z wizerunkiem Angry Birds i czapki z disnejowskimi księżniczkami;)


poniedziałek, 21 września 2015

Kombinezon i warstwy. Magia jesieni.




"Zanurzać zanurzać się 
w ogrody rudej jesieni 
i liście zrywać kolejno 
jakby godziny istnienia..." 

----- E. Stachura "Jesień"-----

Nie ma co się oszukiwać - lato ma się ku końcowi i wielkimi krokami nadciąga jesień. Ja, prawdę mówiąc, nie bardzo się tym martwię - jesienna depresja mi nie grozi;) No bo przecież smutek duszy nie zależy od pory roku i można cierpieć na niego nawet upalnym latem... A tak poważnie, to po prostu lubię jesień. Zwłaszcza tę wczesną i słoneczną. Lubię jej barwy: niepowtarzalną mieszankę zieleni, brązów, żółci i czerwieni. Jesień ma też swój szczególny, odurzający zapach: usychających liści, więdnących kwiatów i wilgotnej ziemi. Wystarczy tylko wyjść z domu, uważnie rozejrzeć się dookoła i głęboko wciągnąć powietrze w płuca, by poczuć urok tej magicznej pory roku...

Jesień lubię także ze względu na większe możliwości eksperymentowania z ubiorem;) To okres, kiedy najpełniej mogę wykorzystać pomysły na moją ukochaną "warstwowość".  Coraz chłodniejsze dni, to dla mnie czas delektowania się ciepłymi okryciami, swetrami, ponczami i szalami. A najlepiej wszystkim naraz;) Myślę, że dziś, na przełomie pór roku, całkiem nieźle sprawdza się warstwowe połączenie cieniutkiego, letniego kombinezonu z typowo jesiennym golfem.

piątek, 18 września 2015

Bally. Bahnhofstrasse 20. Uliczne zasady.



Tytułowa ulica tego bloga, ciągnąca się przez 1,5 km od Dworca Głównego do Jeziora Zurichskiego, to idealne miejsce dla krezusów tego świata do szastania naprawdę dużą kasą... Bahnhofstrasse bowiem to niebywałe nagromadzenie sklepów i butików oferujących dobra luksusowe - kolekcje haute couture największych projektantów, zegarki, antyki, biżuterię i dzieła sztuki. Ale klient z przeciętnym portfelem też znajdzie tu coś dla siebie, np. popularne sieciówki, małe sklepiki typu "concept store" czy wielobranżowe markety. W tym handlowym współistnieniu obowiązuje tylko jedna ważna reguła - im biznes bliżej Jeziora - tym większy prestiż!

Aby tej niepisanej zasadzie stało się zadość, butik Bally (znana i szanowana szwajcarska marka oferująca ubrania i akcesoria wykonywane ręcznie, z najwyższej klasy materiałów), z poprzedniej lokalizacji przeniósł się w nowe, bardziej ekskluzywne miejsce;) A jego "stary" lokal, znacznie bliżej Dworca, zajęła... Zara;) No coz... bo gdzież tam takiej siermiężnej, pospolitej Zarze do Bally... ;)


niedziela, 13 września 2015

Pasiasta sukienka. Powrót do Miasta.




Naprawdę lubię to Miasto. Lubię jego klimat, stare kamienice, zapach Jeziora i widok gór w oddali. Kiedy przez dłuższy czas nie mam okazji, by je odwiedzić, tęsknotę za nim odczuwam jeszcze wyraźniej... Dlatego gdy tylko nadarzyła się sposobność do spaceru jego ulicami i pstryknięcia kilku fotek - poczułam się naprawdę szczęśliwa:)

Jeszcze jakiś tydzień temu pewnie nie pomyślałabym nawet o tym, żeby te kieckę docieplić jakimiś portkami. Dziś, mimo, ze pogoda wciąż nas rozpieszcza słońcem, to tak wyraźnie czuć już w powietrzu jesień, ze nie odważyłam się wyjść z domu z gołymi nogami. Pasiasta, dresówkowa sukienka w połączeniu z białymi spodniami to, jak dla mnie, idealnie wygodny i praktyczny duet spacerowy:)
Wybaczcie troszkę większą ilość zdjęć, ale nie wiem kiedy znów będę miała kolejną okazję na powrót do Zurichu...


poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Qwadratowość jesienna. Plany.





"Jeśli chcesz rozśmie­szyć Bo­ga, opo­wiedz mu o twoich pla­nach na przyszłość"
-Woody Allen-

To prawda. Co nie znaczy, ze trzeba całkowicie zrezygnować ze swoich planów, wręcz przeciwnie! Trzeba je mieć, bo to przecież one wyznaczają nam kierunek, w którym podążamy. Ja przekonałam się, ze czasami trzeba jednak pogodzić się z faktem, ze niektórych z nich po prostu nie uda się zrealizować... Dlatego staram się nie planować życia zbyt śmiało ani zbyt dalekosiężnie. Najbliższe moje plany sięgają dnia, kiedy... skończą się upały;) Jak zrobi się chłodniej mam zamiar zmusić się wreszcie zasiąść do maszyny, by zrealizować swoje Qwadratowe pomysły ciuchów na jesień. I przypomnieć sobie, jaką satysfakcje przynosi mi szycie...