JA, ponadczterdziestoletnia matka dzieciom, wciąż poszukująca w MODZIE własnego stylu, z pasją fotografująca zakamarki ZURYCHU, niezmiennie zainspirowana LUDŹMI spotykanymi na ulicy...
ICH, übervierzigjährige Mutter, die immer auf der Suche nach eigenen STIL ist, die mit einer Leidenschaft die Ecken und Winkeln von ZÜRICH fotografiert, die immer wieder von den MENSCHEN auf der Straße inspiriert ist...

Strony

czwartek, 27 listopada 2014

Futro i fredzle. Cyrk.


Nie chadzam do cyrku. Nie lubie. Tresowanych zwierzat mi zal, a klauni mnie nie smiesza. Cyrk Conelli od lat, przedswiateczna pora, rozbija swoj namiot "na wodach" Limmatu.  Jego program zasadniczo rozni sie od tego tradycyjnego - jest "bezzwierzecy" i opiera sie glownie na pokazach akrobatow, linoskoczkow, zonglerow i komikow. Dla mnie stanowi fajne urozmaicenie panoramy Miasta i wdzieczny obiekt do fotografowania;)

Czern z odrobina granatu to sympatyczne polaczenie. Lubie je (w przeciwienstwie do cyrku). Lubie tez futrzaki - a ten tu wlasnie dzis debiutuje. Kozaczki natomiast przetupaly ze mna juz wiele sezonow, a dzis - ze wzgledu na modny, fredzlowy trend - udaja, ze sa "na czasie";)


poniedziałek, 24 listopada 2014

Zielen midi. Karuzele i kiermasze.



Przedswiateczna atmosfera dotarla rowniez do Francji. W Miluzie, jak co roku o tej porze, na glownym placu miasta tlumy przewijaja sie przez tradycyjny kiermasz z pamiatkami i lokalnym jedzeniem. A ogromny "diabelski mlyn" na tle starej, sredniowiecznej katedry to naprawde bardzo oryginalny, niecodzienny widok...

Midi to nie jest to co lubie najbardziej, ale jesli taka dlugosc ma dzianinowa, zielona sukienka - nie bede narzekac! Cala reszta stroju jest juz absolutnie "moja";)


piątek, 21 listopada 2014

Nocna czern. Noc zakupow.



W Zurichu okres przedswiatecznego szalenstwa oficjalnie otwiera tzw. Noc Zakupow. Gdy zapadnie zmrok nastepuje uroczyste zapalenie tradycyjnego oswietlenia nad glowna ulica. Butiki na Bahnhofstrasse, otwarte do poznych godzin wieczornych, oferuja swoim klientom oszalamiajacy wybor towarow. Kusza bogatymi wystawami, darmowa lampka szampana lub polnagimi modelkami i modelami przed drzwiami, z ktorymi mozna zrobic sobie pamiatkowe zdjecie;) Ze scen rozbrzmiewa muzyka, a zmarznieci ludzie tlocza sie przy swiatecznych straganach, gdzie strumieniami leje sie grzane wino i pachna pieczone kasztany...

Nocne sesje w celu pokazania ciuchow raczej mijaja sie z celem;) No bo co tu mozna pokazac jak wszedzie ciemno... No chyba, ze chce sie pokazac czern;) Moj nocnozakupowy stroj to woskowany, czarny "komplet" w skladzie: portki typu bryczesy i dwurzedowy plaszcz.


środa, 19 listopada 2014

Pikowana koszula. Juz wkrotce.



Ulica powoli nabiera swiatecznego charakteru. Wisza juz nad nia tradycyjne lampki, ktore wkrotce rozjarza sie tysiacem swiatelek. Wzdluz rzeki wyrosl szpaler bombkowych drzewek, a okna sklepowych witryn okalaja zielone girlandy. I ani sie obejrze, jak na Werdmühleplatz rozspiewa sie chor Mikolajow, a w powietrzu unosic sie bedzie aromat cynamonowo-gozdzikowego Glühwein... Ja osobiscie juz nie moge sie tego doczekac!:)

Z koszulami ogolnie mam jakis problem. Polaczenie kolnierza i guzikow to nie moja bajka. Zeby tego typu rodzaj ciucha mnie do siebie przekonal, musi miec w sobie jakis "haczyk". Ten, ktory wlasnie mam na sobie tak naprawde tylko koszule udaje;) Tak w zasadzie jest to lekka, ocieplana, pikowana kurteczka. W dodatku w moja ulubiona kratke. Przyznam jednak szczerze, ze dosc ciezko dobrac do niej reszte ciuchow tak, by nie wygladac jak drwal przy robocie;) Moim zdaniem w wersji na "lekko elegancko", w towarzystwie czerni - wyglada nie najgorzej:)


poniedziałek, 17 listopada 2014

Dlugosc spodnicy. Freitag.


Zurich West to moja ulubiona czesc Miasta. To miejsce spotkan miejscowej bohemy, artystow, yuppie`s i hipsterow. I przedziwny architektoniczny melanz fabryk, nowoczesnych szklanych biurowcow, starych kamienic i obdrapanych murow pokrytych graffiti. Sercem tej dzielnicy jest kamienny wiadukt, w ktorego arkadach kryja sie knajpki, concept store`y i galerie sztuki. Jednak najwieksza uwage zwraca tu bardzo nietypowa budowla... "Wieza" zbudowana z 17 kontenerow frachtowych, w ktorej siedzibe ma ... flagowy sklep kultowej marki Freitag.
Na pomysl stworzenia ekologicznych, oryginalnych i niekonwencjonalnych toreb wpadli dwaj bracia Marcus i Daniel Freitag, absolwenci designu jednej z prestizowych uczelni w Zurichu. W 1993 r. zalozyli firme, ktorej produkty zachwycily najpierw Szwajcarow, a potem reszte swiata. Kazda z toreb to produkt jednostkowy i niepowtarzalny, poniewaz uszyta jest recznie ze zuzytych czesci samochodowych - plandek TIR-ow, pasow bezpieczenstwa i detek opon. Cechuje je lekkosc, trwalosc i funkcjonalnosc (moga zwiekszyc swoja objetosc dwukrotnie dzieki "skladanej" sciance przedniej i zapiec w postaci dwoch rzedow mocnych rzepow). Producent daje na swoje produkty "wieczna gwarancje" i obietnice niepowtarzalnosci kolorystyki i wzorow kazdego egzemplarza. Mimo, ze torby Freitag`a wygladaja jak stare i zuzyte, to uznawane sa wsrod koneserow za synonim luksusowej ekstrawagancji. Wiecej ciekawostek na temat marki znajdziecie TU - polecam!

Ja nie jestem ani luksusowa, ani ekstrawagancka. Torbe kupilam w okazyjnej cenie w outlecie, a spodnice uszylam sobie sama;) Kiecka jest ciepla, welniana, mocno marszczona i elegancko wygodna;) I nic to, ze mnie pogrubia i sie w cholere gniecie - i tak ja uwielbiam!


czwartek, 13 listopada 2014

Qwadratowa maxi-szarosc. Listopadowe Vogue`i trzy.


Od dawna przymierzalam sie do spozytkowania tej szarej, welnianej tkaniny, ale jakos nie mialam weny. Az zaswitala mi w glowie dluga, ciepla, jesienna spodnica. Moja nowa Qwadratowa jest idealna na nadchodzace chlody, miekka, otulajaca i naprawde dluuuga... W calosci w zakladce Qwadratowe Szycie.

Regularnie czytuje wydanie niemieckojezyczne, ale zdarza sie, ze przypadkiem wpadnie mi w lapy cos w innym jezyku. W listopadzie mialam szczescie przekartkowac rowniez Vogue po angielsku i po francusku... Zwykle zagladam do tego czasopisma glownie z powodow czysto estetycznych. To jedno z niewielu wydawnictw, ktore nie gwalci poziomu mojego smaku i modowej wrazliwosci.


poniedziałek, 10 listopada 2014

Szaro i prosto. Miasto w komorce.



To moja specjalnosc, no taki talent specjalny mam... Wyjechac gdzies w celach zdjeciowych i zapomniec naladowac baterie w aparacie! Dlatego dzis beda fotki "komorkowe". Moze jakosc malo profesjonalna, ale tez maja swoj klimat. Mozna spojrzec na Miasto w innym swietle, a na mnie mniej ostro;)

Po ciuchowej serii "zielonej" nalezy sie wszystkim jakis przerywnik. Na przyklad jakis szary. I prosty. W postaci prostego plaszcza w prosta krate. Szarego. I prostych rurek. Naturalnie szarych;)
Prostote zaburza troche bizuteria noszona naplaszczowo - zabieg nie do konca standardowy, ale celowy. W zaburzaniu pomaga rowniez wlochata torebeczka na lancuchu. Nowa, wloska, prosto z Francji;)

czwartek, 6 listopada 2014

Zmiany. D&G. Weinplatz 10.





Widzicie to co ja widze??? Na wystawach pojawily sie juz pierwsze ... choinki ...


Niekiedy okres schylku roku bywal dla mnie czasem zyciowych zwrotow akcji. Wyprowadzalam sie wowczas za granice albo rodzilam dzieci. Takie kroki milowe. A jesli akurat nic waznego sie nie dzieje, to jesien jest bardzo dobra pora do porzadkowania i dokonywania zmian.  Lubie zmiany. Takie planowane, odswiezajace. Wraz z nimi czuje nowa energie i nowe mozliwosci.

W ramach jesienno-zimowych transformacji przeprowadzilam delikatny lifting wygladu bloga;) Jesli macie jakies uwagi, prosby, zazalenia, propozycje, co do jego formy i tresci - walcie smialo!
Poza tym, jakos tak niechcacy, powstal wlasnie moj osobisty fejsbukowy fanpejdz;) Mam nadzieje, ze znajda sie ochotnicy podgladania mnie od modowej "kuchni";) Pojawiac sie tam beda zdjecia i slowa, ktore nie mialy okazji publikacji na blogu. Zapraszam!




poniedziałek, 3 listopada 2014

Zielona sukienka. Zagubienie.


Lubie glowna ulice Miasta. Jest modna i nowoczesna. Dluga, prosta i nieskomplikowana. Ma swoj poczatek wyznaczony Dworcem, a konczy sie cudownym widokiem na Jezioro. Czasami jednak jest zbyt oczywista... Wzdluz niej, po drugiej stronie rzeki Limmat, rozciaga sie Stare Miasto. Pelne kretych, brukowanych uliczek, waskich, ciasnych przesmykow wzdluz starych kamienic, zaulkow prowadzacych zupelnie do nikad schodkami wysokimi do nieba...
Czasami warto zboczyc z glownej drogi, by na chwile gdzies pieknie sie zagubic...

Wybaczcie, ze znowu nekam Was zielenia, ale ten kolor nierozerwalnie wiaze sie z moja osobowoscia i czesto odczuwam silny imperatyw demonstracji tych wiezi;) Zwlaszcza jesienia... Dzis  obnaszam sie z taka oto sukienka.